Thug Behram Elżbieta Batory Gilles de Rais Żył w Indiach na przełomie XVIII i XIX w. Był przywódcą hinduskiej sekty thugów, dla której głównym zakresem działalności było dokonywanie rytualnych mordów. Thug Behram mógł mieć ich na swoim koncie nawet 931. Wiadomo, że Behram zabijał
Read Kuroko No Basket from the story Creepypasta, czyli Memy & Komiksy seryjnych morderców by EyelessNatka (Wattpad Mother) with 407 reads. offenderman, hoodi
ZAKUP KSIĄŻKĘ TUTAJ : https://www.empik.com/jak-czlowiek-zmienia-sie-w-seryjnego-morderce-vronsky-peter,p1371210652,ksiazka-pSpotify: https://open.spotify.c
Witam, witam! W dzisiejszym odcinku przedstawię Wam "5 STRASZNYCH SERYJNYCH MOREDERCÓW "!Jeśli spodobał Ci się odcinek zostaw łapkę w górę. Natomiast jeśli c
Namioty gwałtu. "Lekarze bez granic" alarmują Król polskich lasów zginął w rowie Nie żyje 10-latek. Brał udział w sobotnim wypadku Ogromny wyciek danych Polaków. Grupa daje czas do 31 grudnia Gigantyczny protest Czechów. Strajkuje nawet milion osób Wykrywacz zaczął szaleć.
Translations in context of "portretowaniu seryjnych morderców" in Polish-English from Reverso Context: BARANY GUEST ARTIST Tego jeszcze u nas nie było, wywiad z legendarnym Joe Colemanem, artystą, który się lubuje w portretowaniu seryjnych morderców.
Taką teorię, opartą na współoddziaływaniu trzech czynników, które leżą u podstaw skłonności do morderstw na tle seksualnym (ale można odnieść ją również do seryjnych morderców), stworzył Tadeusz Hanusek. W pracy pt. „ Kryminologiczne i kryminalistyczne problemy zabójstw z lubieżności ” przedstawił „ syndrom PKW”.
C7syPKK. Pamiętacie Andrieja Czikatiłę? Słynnego Rzeźnika z Rostowa, który przyznał się do zabica 56 osób? Aleksandr Piczuszkin nie chciał być jednak taki jak Czikatiło. Marzył, by go przebić! Aby być jeszcze większym mordercą. Takim, jakiego Rosja jeszcze nigdy nie od zbrodniPiczuszkin zapisał się na siłownię, by nabrać muskulatury.| fot. Piczuszkin bratnią duszę znalazł w swoim koledze z klasy. Michaił podzielał jego zainteresowania. Wspólnie postanowili, że niedługo będą najsławniejszymi mordercami w specjalnym zeszycie rysowali plany ataków na ludzi i wypisywali najskuteczniejsze metody pozbycia się ciał. Pod koniec lipca 1992 roku Sasza namówił Michaiła, by raz jeszcze udali się do parku. Wówczas zaatakował swojego kolegę, którego udusił. Jego zwłoki wrzucił do studzienki dziewięć lat Sasza skupił się na samodoskonaleniu….W pogoni za sławąW maju 2001 roku uznał, że jest już gotowy. Milicjanci często patrolowali ten teren, jednak żaden z funkcjonariuszy nie natrafił na ślad grasującego tam Aleksandra Piczuszkina, który do roku 2005 zamordował w Parku Bitcewskim co najmniej trzydzieści pięć lat Piczuszkin mógł się czuć jak najbardziej bezpiecznie. Dla niego było to jednak za mało. Chciał być sławny. Pragnął, żeby o jego zbrodniach pisały z BitcyMilicjanci patrolujący park na pierwsze porzucone zwłoki natrafili 15 października 2006 roku. Następnie trafiali na kolejne. Byli to mężczyźni, którzy zginęli od ciosów zadanych tępym narzędziem w głowę. Zwłoki łączył wspólny, makabryczny nazwali mordercę „Maniakiem z Bitcy”. Budzący grozę pseudonim szaleńca szybko przedostał się do prasy. Tymczasem zabójca działał bardzo ostrożnie i nie pozostawiał żadnych z pierwszych hipotez była wersja mówiąca, że zbrodni dokonuje jeden z pacjentów pobliskiego sanatorium psychiatrycznego. Trop ten prowadził jednak tropyWzmocniono milicyjne patrole. Przesłuchiwano nawet nastolatków. Tymczasem „maniak z Bitcy” wciąż pozostawał na wolności. I dalej zabijał. W kwietniu 2006 roku odnalezionych ofiar Piczuszkina było już nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał. Maniak z Bitcy pierwszy raz zabił kobietę – 38-letnią pracownicę pobliskiego supermarketu. I nie ostatni…Coraz więcej ludzi bało się wchodzić do parku | zza grobuMarina Moskaliowa, ostatnia ofiara maniaka, pracowała w tym samym supermarkecie, co zabita przed nią kobieta. W kieszeni jej płaszcza śledczy odnaleźli ważny dowód – bilet z metra, ze stacji „Park Bitcewski”. Oprócz tego sprawdzono inne udało się dotrzeć do informacji, że Marina w dniu swojej śmierci miała się spotkać z nowo poznanym mężczyzną. Milicjanci szybko namierzyli jego numer telefonu. Należał do 32-letniego Aleksandra tego samego dnia został on aresztowany i oskarżony o morderstwo kobiety. Na jego udział w pozostałych zbrodniach nie było żadnych początkowo nie przyznawał się do niczego, twierdząc, że został aresztowany przez pomyłkę. W końcu jednak zaczął mówić. Milicjanci byli w szoku. Liczba podana przez Piczuszkina była przerażająca i czyniła go jednym z najokrutniejszych seryjnych morderców w kolejne przesłuchania, podczas których Sasza Piczuszkin był już zupełnie innym człowiekiem…Leśne czystkiPiczuszkin twierdził, że dla swoich ofiar był jak ojciec. Otwierał im drzwi do innego, lepszego świata. Morderstwa nazywał „leśnymi czystkami”. Szukał osób, które według niego nie chciały już że do kanałów wrzucił co najmniej 43 ciała. Te, które zostawił w widocznym miejscu najprawdopodobniej rozniosły i zjadły bezpańskie psy. 27 wizji lokalnych pozwoliło śledczym na utrwalenie ponad 40 godzin nagrań, na których widać dumnego z siebie z Bitcy o swoich zbrodniach opowiadał z dumą i widoczną radością. | fot. syczenieStrasznie przeszkadzało mi syczenie. No wiecie, kiedy trup leżał z rozbitą czaszką, wydobywało się z niej takie dziwne syczenie, jak z pękniętej rury. Nie lubiłem tego przeszukania w jego mieszkaniu milicjanci natrafili na coś, co wyjaśniło motywy, którymi kierował się „maniak z Bitcy”. Piczuszkin zyskał tym samym nowy przydomek – „szachownicowy morderca”. I był z niego bardzo dumny.„Polarna sowa”Proces Aleksandra Piczuszkina rozpoczął się 13 września 2007 roku. „Szachownicowy morderca” został oskarżony o dokonanie 49 morderstw. Mężczyzna uważał, że przerósł swojego mistrza – Andrieja Czikatiłę i to właśnie jemu należy się największa trwającym pół roku procesie ława przysięgłych potrzebowała trzech godzin, by wydać jednogłośny werdykt. Aleksandr Piczuszkin został uznany za winnego 48 zarzucanych mu wyrok zapadł w sprawie maniaka? O tym oraz o wielu innych szczegółach dotyczących jego morderstw usłyszycie w najnowszym, już #100 odcinku Kryminatorium.
Jeffrey Dahmer twierdził, że tacy jak on po prostu rodzą się już w pewien sposób uszkodzeni. Henry Lee Lucas, upamiętniony przez jedną z piosenek Nicka Cave’a na płycie Murder Ballads, winił za swoje mordercze instynkty trudne dorastanie. Ted Bundy oskarżał przemysł pornograficzny. Herbert Mullin słyszał głosy, które nakazywały mu “zanucić pieśń śmierci” (i zapobiec trzęsieniom ziemi). Carl Panzram wskazywał na pobyt w więzieniu (“więzienie uczyniło mnie potworem”), Bobby Joe Long – na uszkodzenia mózgu, przez które jakoby nie mógł zapanować nad własną seksualnością, a John Wayne Gacy obarczał winą bezpośrednio swoje Bundy mordował młode kobiety z długimi brązowymi włosami – czy dlatego, że ten rysopis odpowiadał dziewczynie, która zerwała z nim zaręczyny? David Berkowitz, “syn Sama”, głosił nienawiść do kobiet w ogóle: “one są winne wszystkiemu, co złe” – powtarzał. Dlaczego zabijają? Dlaczego tak trudno ich zidentyfikować i schwytać? Jak to się dzieje, że człowiek nie panujący nad swoimi sadystycznymi skłonnościami tak zręcznie ukrywa się za maską normalności? Nim zostaną rozpoznani i osądzeni, mogą zabić już nie kilka, ale kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Trudne dzieciństwo? Wykorzystywanie seksualne? Poczucie odrzucenia? Skaza genetyczna? Niemożność rozróżnienia dobra i zła, głęboka amoralność, a może jakieś szczególne, a niezbadane jeszcze uszkodzenie mózgu? Na pytanie “dlaczego” nie ma jasnej odpowiedzi. Wciąż nie ma wypracowanego skutecznego schematu, który pozwalałby wykrywać potencjalnych morderców i zapobiegać zbrodniom. Nie ma właściwego klucza, by śledzić i rozpoznawać próby systematyzacji i racjonalizacji są błądzeniem po omacku. Jednoznacznej odpowiedzi nie fascynują. Być może właśnie dlatego, że nie ma do nich odpowiedniego i precyzyjnego klucza. Że można tylko teoretyzować, stawiać hipotezy, budować opinie, kreślić historie, których tłem jest właściwie wciąż to samo pytanie – co oddziela normalność od deprawacji? Gdzie leży ta granica i jak, kiedy, za sprawą czego można ją przekroczyć? I czy ja mógłbym? Jak bardzo bezpieczna jest moja normalność? Jak bardzo bezpieczny jest mój świat? Zło, jakie czai się w akcie brutalnej zbrodni, jest pierwiastkiem nieznanego, grozy, “inności” świata, którego nie potrafimy pojąć i którego nie możemy pojąć, a który jednak właśnie swoją niepojętością fascynuje. Niemożliwe, a jednak się dzieje. I wciąż pozostaje niemożliwe. Wydaje się nieprawdopodobne, że twarze ludzi, którzy dopuszczają się tak niewyobrażalnych aktów przemocy i bestialstwa, nie są naznaczone żadnym piętnem, że nie można ich odróżnić, że są takie zwyczajne – jak się zabezpieczyć, jak ustrzec, skoro te twarze nie różnią się w niczym od naszych, codziennie oglądanych w lustrze? Jest faktem bezspornym, że urok osobisty, którym Ted Bundy czarował swoje ofiary, nie pozostawił obojętnymi nawet sądu i ławy przysięgłych, mimo niepojętego bestialstwa jego czynów. Normalność, zwyczajność, wdzięk, inteligencja, perspektywy – i w tle nienawiść, deprawacja, zło. Ten dualizm przyciąga, wabi, intryguje, jak zagadka, na którą nie ma o seryjnych zabójcach powstają też fabularne filmy biograficzne i parabiograficzne. Problem w tym, że ich jakość w lwiej części przypadków pozostawia wiele, naprawdę wiele do życzenia. Potem na mały czy duży ekran trafiają takie potworki, jak Dahmer, In the Light of the Moon, Ted Bundy: Bezlitosny morderca, Nocny łowca czy The Case of the Hillside Stranglers, filmowe koszmary, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego i lepiej omijać je z daleka. Są jednak wyjątki, z którymi dla odmiany zapoznać się warto. Prezentuję zatem subiektywny wybór godnych uwagi filmów opartych na biografiach autentycznych zabójców. Dodajmy dla jasności, że dla potrzeb zestawienia wyszłam poza typologię mordercy “seryjnego”, inaczej musiałabym zrezygnować z kilku interesujących pozycji. Kolejność – Portret seryjnego mordercy (Henry: Portrait of a Serial Killer, 1986)Henry Lee LucasPrawdopodobnie największy narcyz i egomaniak w gronie narcyzów i egomaniaków, spragniony uznania, dopieszczania, rozpieszczania i zachwytów. W dzieciństwie nauczył się, że im bardziej dziwacznie i przerażająco się zachowuje, tym więcej zyskuje uwagi – również od matki, prostytutki zmuszającej syna do oglądania jej w trakcie seksu z klientami i przebierającej chłopca za uczennicę przed wysłaniem go do szkoły. Matka była jego pierwszą, zresztą przypadkową ofiarą i praźródłem wszystkich fałszywych “świadectw winy” – chociaż nie była to prawda, Henry twierdził, iż odbył stosunek z kobietą po jej śmierci. Odsiedział dziesięć lat, potem kolejne pięć za próbę porwania trzech dziewczynek, aż wreszcie spotkał swoją pokrewną duszę i dopełnienie, Ottisa Toole’a. Ponownie aresztowany za nielegalne posiadanie broni, Lucas rozpoczął serię bezprecedensowych “wyznań”, twierdząc, iż liczba jego ofiar mogła sięgać nawet trzech tysięcy. Nigdy nie udało się do końca oddzielić prawdy od fikcji tak w przypadku Lucasa, jak i jego przyjaciela i wspólnika Toole’a. Do dzisiaj pewne nierozwiązane przypadki nierozpoznanych ofiar bywają przypisywane tej dwójce. Lucas zmarł w więzieniu w 2001 roku, ostatecznie skazany za jedno (!) – Portret seryjnego mordercy to dzisiaj już klasyka kina lat osiemdziesiątych i jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych dekady, często określany również mianem “świeżego powiewu w gatunku horroru”. Nie należy go traktować jako biografii, zwłaszcza z uwagi na wspomniane wyżej trudności w odróżnieniu faktów od fikcji w życiorysie Lucasa, natomiast Michael Rooker bez dwóch zdań tworzy charyzmatyczną postać bliższą archetypicznemu wcieleniu zła aniżeli charakterowi (2003)Aileen WuornosJedna z nielicznych w historii seryjnych zabójczyń o takim profilu – Aileen posługiwała się bowiem bronią palną. W ten sposób pozbawiła życia siedmiu mężczyzn, jak twierdziła, w samoobronie, ponieważ każdy z nich próbował ją zgwałcić bądź faktycznie to zrobił, kiedy pracowała jako prostytutka na Florydzie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku. Matka Aileen poślubiła jej ojca jako czternastolatka, Wuornos nigdy go nie poznała, wiadomo o nim tyle, że był schizofrenikiem i pedofilem, który powiesił się w więzieniu. Od jedenastego roku życia dziewczynka była wykorzystywana seksualnie przez dziadka i starszego brata, a mając lat czternaście, zaszła w ciążę. Nigdy nie miała zatem powodów, by uważać świat za szczególnie przyjazne miejsce. Nigdy też nie żałowała swoich czynów i twierdziła, że z chęcią popełniłaby je ponownie, jak również, że społeczeństwo i cały system “srodze ją zawiodły”. Egzekucja Wuornos odbyła się w 2002 roku, jej ostatnie słowa miały brzmieć “I’ll be back”. Monster, za rolę w którym zmieniona nie do poznania Charlize Theron została obsypana deszczem nagród, próbuje znaleźć i uwypuklić ludzkie cechy i emocje w nieodwracalnie uszkodzonej psychice Wuornos, głównie za pośrednictwem jej relacji z Selby Wall (w rzeczywistości – Tyria Moore). Dla samej roli Charlize i świetnego drugiego planu Christiny Ricci warto ten film lato (Summer of Sam, 1999)David BerkowitzDavid Berkowitz, zwany również synem Sama (stąd oryginalny tytuł filmu). Urodzony jako Richard David Falco, sześć śmiertelnych ofiar, siedem rannych, czas działania: 1976–1977 rok, Nowy Jork. Dzisiaj ma sześćdziesiąt trzy lata i twierdzi, że odnalazł Boga. Podobnie jak Zodiak, lubił chlubić się swoimi czynami i podsyłać liściki. Rozkazy odbierał od demona ucieleśnionego w postaci psa sąsiadów… to jest, tak twierdził. Po aresztowaniu stał się swoistym celebrytą, co ewidentnie sprawiało mu przyjemność. Nie lubił kobiet, a już w szczególności tych, które wydawały mu się atrakcyjne. Z filmów opartych na jego życiu Mordercze lato wydaje się najciekawsze, chociaż ambicje reżysera, Spike’a Lee, ewidentnie sięgają dalej niż opowieść o drodze zabójczego maniaka, myślał raczej o portrecie klubowej, beztroskiej i wyzbytej (jeszcze) troski o bezpieczeństwo rzeczywistości późnych lat siedemdziesiątych. I chociaż Berkowitz teoretycznie pozostaje na drugim planie, jako tło i punkt odniesienia, to jednak właśnie jego demoniczne tripy zapadają w pamięć (Zodiac, 2007)Zagadka tożsamości Zodiaka, który terroryzował północną Kalifornię na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego wieku, do dzisiaj nie została rozwiązana i formalnie sprawa nadal pozostaje otwarta. Nie wiadomo nawet, ile ostatecznie osób zabił – w listach do gazet twierdził, że trzydzieści siedem, o pięciu wiemy na pewno (z siedmiu zaatakowanych dwie osoby przeżyły). Zodiak deklarował, że chciałby się doczekać porządnego filmu na swój temat, i z pewnością na miano takiego zasługuje Zodiak Davida Finchera, luźno oparty na książkach Roberta Graysmitha, w którego wcielił się Jake Gyllenhaal. Czy sam zainteresowany byłby zadowolony, można wątpić, ponieważ nie jest tutaj pierwszoplanowym bohaterem. Film stanowi zapis skomplikowanego śledztwa i wszystkich jego złożonych implikacji, relacji między ludźmi, którzy zaangażowali się w pościg za mordercą, płacąc za to wysoką cenę. Jest dokumentem czasów i fascynującą, mroczną układanką z gęstą, opresyjną przy Rillington Place 10 (1971) i Rillington Place (serial 2016)John Reginald ChristieJohn Reginald Christie, dla przyjaciół Reg, zamordował co najmniej osiem osób na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych minionego wieku w Londynie, w tym własną żonę, Ethel; dwudziestoletnią Beryl Evans, która wraz z mężem wynajmowała u niego lokum, i jej trzynastomiesięczną córkę Geraldine. Swoje zbrodnie popełniał przede wszystkim w sypialni domu przy Rillington Place, stąd tytuły filmu i serialu. W wersji z 1971 roku Christiego zagrał Richard Attenborough, w serialu – fantastycznie wprost odstręczający Tim Roth. Sir Attenborough wspominał doświadczenia na planie z dreszczem grozy, twierdząc, że chociaż nie lubił wcielać się w Christiego, to jednak w żadną ze swoich filmowych kreacji nie był do tego stopnia zaangażowany. W istocie bowiem nie jest najważniejsza niezrównoważona postać impulsywnego impotenta, który nie był w stanie kontrolować swojej agresji, ale dramat Timothy’ego Stevensa, męża Beryl, powieszonego za zbrodnię, której nie popełnił. W filmie zagrał go John Hurt, w serialu – Nico Mirallegro. Tym samym obie wersje, zwłaszcza ta z lat siedemdziesiątych, stanowią ważny głos w dyskusji o efektywności i zasadności kary śmierci. Dzięki świetnej (chociaż irytującej!) roli Samanthy Morton u boku Tima Rotha to też intrygująca prezentacja psychicznego uzależnienia od partnera i chorej, przedziwnie pojmowanej z Bostonu (The Boston Strangler, 1968)Albert DeSalvoWe wczesnych latach sześćdziesiątych w Bostonie trzynaście kobiet – najstarsza miała osiemdziesiąt pięć, a najmłodsza dziewiętnaście lat – padło ofiarą gwałciciela i mordercy, który udusił je w ich mieszkaniach. Zeznania jednej z ocalałych naprowadziły policję na ślad niejakiego Alberta DeSalvo, który co prawda przyznał się do winy, ale ostatecznie został skazany nie za morderstwa, a za niepowiązaną z nimi serię gwałtów. Zmarł w więzieniu w 1972 roku. Aż do 2013 roku utrzymywały się kontrowersje, czy to faktycznie on był Dusicielem z Bostonu. Ostatecznie próbka DNA została powiązana z ostatnią ofiarą, dziewiętnastoletnią Mary Sullivan. Nadal jednak istnieją wątpliwości co do jego winy w pozostałych który tu przywołuję, kryminał noir w reżyserii Richarda Fleischera, jest z pewnością wart obejrzenia, ale w żadnym razie nie należy go traktować jako biografię czy nawet parabiografię, bowiem z faktami poczyna sobie bardzo swobodnie, między innymi przypisując DeSalvo zaburzenia psychiczne, których nigdy u niego nie stwierdzono, acz na ekranie prezentują się widowiskowo. Główna tu zasługa świetnej, nominowanej do Złotego Globu roli Tony’ego Curtisa. U jego boku Henry Fonda jako detektyw John S. nieznajomy (The Deliberate Stranger, 1986)Ted BundyDwuczęściowy film telewizyjny oparty na książce Richarda W. Larsena z 1980 roku. Autor pracował jako reporter dla “Seattle Times” i przeprowadził wywiad z Bundym przy okazji jego pracy w komitecie wyborczym gubernatora Daniela J. Evansa – na długo przed tym, nim Bundy stał się podejrzanym o jakiekolwiek morderstwo. Kiedy film był emitowany, Bundy siedział jeszcze w celi śmierci (stracono go w 1989 roku), ale nie wyraził chęci obejrzenia produkcji, za rolę w której Mark Harmon dostał nominację do Złotego Globu. Chociaż film pomija dzieciństwo, młodość i pierwsze sześć udokumentowanych zabójstw Bundy’ego, jest pod względem faktograficznym najdokładniejszym zapisem jego historii, wyzbytym slasherowego, sensacyjnego posmaku Teda Bundy’ego z 2002 roku. Tę pozycję stanowczo odradzam, natomiast w ramach ciekawostki można zapoznać się z filmem Obcy przyjaciel (The Stranger Beside Me, 2003), opartego na wspomnieniach Ann Rule, jednej z bardziej rozpoznawalnych w Stanach pisarek kryminalnej literatury faktu. Rule przyjaźniła się z Bundym, gdy wspólnie pracowali w ośrodku kryzysowym dla samobójców, i przez długi czas nie mogła uwierzyć w jego winę. W Bundy’ego wcielił się Billy Campbell, rolę Rule zagrała Barbara Hershey.
Szły samotnie ciemną ulicą. Był późny wieczór. A może już noc? Spieszyły się, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce, w którym pewnie czekał na nie ktoś bliski. Nigdy jednak nie wróciły do domów, gdyż na ich drodze stanął on – niepozorny, miły, być może nawet przystojny mężczyzna. Miał tylko jedną wadę – był seryjnym mordercą. „Elegancki morderca”: ten pierwszy Władysław Mazurkiewicz był człowiekiem bogatym i szanowanym. W trudnych, powojennych czasach wyróżniał się tym, że jeździł luksusowym samochodem i pachniał drogimi, zachodnimi perfumami. Zabawny, atrakcyjny, dobrze wychowany i zawsze elegancki, wzbudzał podziw wśród mężczyzn i zachwyt u kobiet. Nikt nawet przez chwilę nie domyślał się, że był on okrutnym seryjnym mordercą. Pierwszym w powojennej Polsce, popełniającym przestępstwa wyłącznie dla zysku. Drugie, znacznie bardziej przerażające oblicze, mężczyzna odkrył w sobie jeszcze w czasie wojny, w roku 1940. Swoje ofiary uśmiercał cyjankiem potasu. Truciznę podawał w herbacie lub kanapkach z szynką. Po zabójstwie zabierał pieniądze i biżuterię, a ciała nieszczęśników topił w Wiśle. Wyjątek zrobił tylko dla swoich dwóch sąsiadek, których zwłoki zamurował w podłodze własnego garażu. Wkrótce zamienił truciznę na pistolet. Swoim ofiarom strzelał w głowę. Uważał, że tak jest szybciej. W 1955 roku popełnił jednak błąd, który zaprowadził go na szubienicę. Podczas podróży samochodem jego współpasażer zasnął. Mazurkiewicz postanowił to wykorzystać. Zatrzymał się i strzelił do mężczyzny. Władysław Mazurkiewicz miał aparycję amanta filmowego. Kto mógł podejrzewać, że tak na prawdę jest krwawym mordercą? (zdjęcie prasowe z 1956 roku, domena publiczna). Niczego nieświadomy biznesmen uciekł, spłoszony nagłym hukiem. Nie miał świadomości, że w jego czaszce tkwi kula. Odkrył to dopiero lekarz, do którego człowiek ten zgłosił się z bólem głowy. Podejrzenia od razu padły na Mazurkiewicza. W toku śledztwa odkryto, czym naprawdę zajmował się szanowany dżentelmen, który latem 1956 roku stanął przed sądem. Najpierw Mazurkiewicz nie przyznał się do winy, jednak po przedstawieniu niepodważalnych dowodów zmienił nastawienie. Od tego momentu z dumą opowiadał o swoich morderstwach. Przyznał się do zabicia 30 osób, w większości kobiet. Opinia publiczna bardzo interesowała się jego procesem. Prasa szybko nadała mu przydomki „Eleganckiego mordercy” i „Mordercy-dżentelmena”. Milicjanci woleli go jednak nazywać „Upiorem Krakowskim”. Udowodniono mu jedynie sześć zabójstw. To jednak wystarczyło, by skazać go na śmierć. W sądzie podczas procesu Mazurkiewicz zachowywał się dostojnie. Był dumny ze swoich czynów, uśmiechnięty, grzeczny i elegancki. Taki sam też poszedł na szubienicę pod koniec stycznia 1957 roku. Historia pierwszego polskiego seryjnego mordercy ma swoje niemal filmowe zakończenie. Zapytany o ostatnie słowo, „Elegancki morderca” uśmiechnął się i ukłonił wszystkim, po czym powiedział: „Do widzenia panowie! Niedługo spotkamy się tam wszyscy!” Zobacz również:Jak naprawdę wygląda przestępczość w Skandynawii? Pora sprawdzić ile prawdy jest w kryminałach!Najbardziej spektakularne napady na bank w Polsce Ludowej07 się nie zgłasza. Jak bardzo nieudolna była Milicja Obywatelska? „Wampir z Zagłębia”: potwór czy ofiara? Gdy w latach 60. XX wieku na Górnym Śląsku i w Zagłębiu doszło do serii brutalnych morderstw kobiet, na mieszkańców tych okolic padł blady strach. Gdzieś w ciemnych zakamarkach grasował seksualny maniak. Sposób napaści był zawsze podobny. Sprawca atakował kobiety na otwartym terenie, najczęściej blisko ich miejsca zamieszkania. Śledził je, następnie zakradał się od tyłu i uderzał tępym narzędziem w głowę. Martwe ofiary zaciągał w ustronne miejsce, gdzie po ich rozebraniu, dokonywał najróżniejszych czynności seksualnych. Jednak nigdy nie dochodziło do waginalnego gwałtu. Odkrywano ciała kobiet z rozchylonymi udami. Ich bielizna była pocięta, a narządy płciowe obnażone. Kiedy okazało się, że wszystkich ataków dokonuje ten sam seryjny morderca, sprawca szybko otrzymał od milicji operacyjny przydomek – „Wampir z Zagłębia”. Poszukiwania „Wampira z Zagłębia” stały się sprawą polityczną, gdy ofiarą psychopaty padła bratanica pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Morderca po prostu musiał się znaleźć Służby oficjalnie nie informowały społeczeństwa o grasującym psychopacie. Jednak „ulica” wiedziała swoje. Ludzie szeptali i powtarzali zasłyszane plotki. Tymczasem ginęły kolejne kobiety. W ciągu pierwszych dwóch lat swojej działalność „Wampir z Zagłębia” zaatakował 16 kobiet. Siedemnasta ofiara mordercy sprawiła, że nastąpił przełom w śledztwie. 11 października 1966 roku znaleziono zwłoki 18-letniej Jolanty Gierek, bratanicy Edwarda Gierka, który był wówczas I sekretarzem KW PZPR. Polskie władze postanowiły dopaść „Wampira z Zagłębia” za wszelka cenę. Nagle sprawa przybrała polityczny charakter – pojawiło się przekonanie, że sprawca „podniósł rękę” na władzę ludową. Do marca 1970 roku zwyrodnialec zaatakował 21 razy, dokonując 14 morderstw. Specjalna grupa operacyjna o nazwie „Anna” (od imienia pierwszej ofiary) wytypowała prawie pół tysiąca podejrzanych. Wśród nich był Zdzisław Marchwicki. Doniosła na niego żona, która podczas kolejnej domowej scysji zadzwoniła na milicję z prośbą, aby funkcjonariusze przyjechali „zabrać sobie Wampira”. Marchwicki wszystkiemu zaprzeczał. Brutalne przesłuchania zrobiły jednak swoje. Podczas procesu przyznał się do popełnionych morderstw. Gdy sędzia zapytał go, czy jest mordercą, ten odparł niepewnie: „No z tego co słyszałem, co się dowiedziałem, no to chyba tak”. Mimo, że proces był wyłącznie poszlakowy i nie przedstawiono Marchwickiemu twardych dowodów uznano, że to właśnie on jest słynnym „Wampirem z Zagłębia”. Skazano go na karę śmierci przez powieszenie, wykonaną 26 kwietnia 1977 roku, w milicyjnym garażu w Katowicach. Czy jednak faktycznie Zdzisław, alkoholik wsypany przez własną żonę, był „Wampirem z Zagłębia”? „Wampir z Bytomia”: być najlepszym Podczas procesu „Wampira z Zagłębia” na sali sądowej obecnych było 800 osób. Miejsca trzeba było biletować, a jednym z widzów był Joachim Knychała. Młody chłopak ze Śląska, zafascynowany zbrodniami Marchwickiego do tego stopnia, że postanowił zostać jego następcą. Urodzony w roku 1952 Knychała nienawidził kobiet. Wychowywany przez matkę i babkę, doświadczył z ich strony wielu upokorzeń. Towarzyszące mu od zawsze poczucie krzywdy, kazało mu się mścić. Czarę goryczy przelało niesłuszne oskarżenie o gwałt na koleżance. Pierwszy raz zaatakował w Bytomiu. Był rok 1974. Jego modus operandi przypominało to, które było charakterystyczne dla „Wampira z Zagłębia”. Grasował nocą. Śledził ofiarę, potem uderzał, zawsze od tyłu. Napaści odbywały się blisko miejsca zamieszkania poszkodowanych kobiet. Pierwsze dwie zaatakowane kobiety przeżyły. Trzecia nie miała już tyle szczęścia, a każda kolejna zbrodnia wyzwalała w seryjnym mordercy jeszcze większe pokłady pogardy do płci pięknej. Uważał się za „łowcę”, a swoich ofiar szukał w tramwaju linii nr 6. Nadano mu przydomek „Wampir z Bytomia” (cóż – milicja nie grzeszyła kreatywnością), choć ze względów na obrażenia ciała jakie odnosiły zamordowane kobiety częściej mówiono o Knychale „Frankenstein”. Joachim Knychała Wiek i wygląd kobiet, które atakował nie miały dla niego żadnego znaczenia. Zwłoki porzucał w ustronnych miejscach. Zawsze były rozebrane, a sekcje zwłok wykazały, że gwałtów dokonywano już po śmierci ofiar. W czerwcu 1979 roku zaatakował dwie małe dziewczynki. Zmasakrowane nagie ciała znaleziono w rowie. Ku zaskoczeniu funkcjonariuszy, jedno z dzieci cudem przeżyło. Nie potrafiło jednak wskazać swojego oprawcy. Zawsze bezbłędny Knychała sam „wystawił się” swoim łowcom. Po morderstwie swojej 17-letniej szwagierki Bogusi, którego dokonał kilofem, zawiadomił milicję o nieszczęśliwym wypadku. Lekarze stwierdzili jednak, że z całą pewnością był to zaplanowany atak. „Wampira z Bytomia” aresztowano podczas jej pogrzebu. Znajdujący się w potrzasku Knychała przyznał się do morderstw i ze szczegółami o nich opowiedział. Był dumny ze swoich dokonań. Powieszono go 28 października 1985 roku. Była to przedostatnia egzekucja w historii Polski. „Wampir z Bytowa”: martwe nie odmawiają Leszek Pękalski został skazany za zabicie jednej osoby. Mimo to media okrzyknęły go seryjnym mordercą. Dlaczego? Otóż on sam przyznał się do ponad 70 (według niektórych źródeł 90) zabójstw, które podczas wizji lokalnych opisał z wieloma szczegółami. Prokuratura nie znalazła jednak wystarczających dowodów, by go obciążyć. Od urodzenia upośledzony, przez współmieszkańców Borzytuchomia (kaszubskiej wsi niedaleko Bytowa) był uważany za niegroźnego wariata. Ile kobiet zamordował tak naprawdę, wie tylko on. Twierdził, że zabijał, gdyż tylko tak mógł zaspokoić swój popęd seksualny. Wcześniej proponował swoim ofiarom seks, jednak zawsze spotykał się z odmową. Jak sam zeznał: „Gdy były martwe, już nie odmawiały”. Po ataku rozbierał kobiety, by potem bawić się ich narządami płciowymi. Rzadko gwałcił, zwykle wystarczała mu masturbacja. Cieszyło go to, że kobiety nie śmiały się z niego. Mógł więc w spokoju robić to, co sobie wymyślił w swojej chorej wyobraźni. Gdy go aresztowano w roku 1992, zaczął przyznawać się do wszystkich nierozwiązanych morderstw w Polsce, popełnionych w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Potem jednak wycofał swoje zeznania. Po nieudolnie przeprowadzonym śledztwie oskarżono go zaledwie o 17 zabójstw. Udowodniono jedno i skazano na karę 25 lat więzienia. Za kratami Pękalski stał się gwiazdą mediów. Dziennikarzom ze swadą opowiadał o swoich (rzekomych?) zbrodniach. Z powodu jego zachowania nadano mu przydomek „Wampir z Bytowa”. Czasami mówiono też o nim „Hurtownik śmierci” – on sam nie lubił jednak tego określenia. *** W czasach, gdy świat podzielony był na dwa wrogie obozy, a dwa mocarstwa walczyły o dominację – imperialistyczna „zepsuta Ameryka” miała swojego „Zodiaca”, „Teda Bundy’ego”, „Syna Sama”, czy „Dusicieli ze wzgórz”. W socjalistycznej Polsce nie miało prawa być takich zbrodniarzy. Jednak wbrew temu, co u nas mówiono – my także mieliśmy groźnych seryjnych morderców, którzy w niczym nie ustępowali swoim słynnym amerykańskim odpowiednikom. Byli tak samo okrutni i bezwzględni. I tak samo trudno było ich schwytać… Bibliografia: Janusz Maciej Jastrzębski, Bestie. Zbrodnie i kary, Profi 2007. Eddy Kozak, Pamiętniki wampira, MiR 2003. Cezary Łazarewicz, Elegancki morderca, Wydawnictwo 2015. Magda Omilianowicz, Bestia. Studium zła, Od deski do deski 2016. Przemysław Semczuk, Wampir z Zagłębia, SIW Znak 2016. Bogusław Sygit, Kto zabija człowieka – najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce, Wydawnictwo Prawnicze 1989.
Kampatimar Shankariya to indyjski seryjny morderca, który zabił co najmniej 70 osób – uderzając je młotkiem w okolicy uszu. Skąd wziął się przydomek indyjskiego zabójcy? Dlaczego Kampatimar mordował swoje ofiary? W którym roku został skazany za okropne czyny? Sprawdź, kim był Kampatimar Shankariya oraz dowiedz się, jak rozpoznać podobnych do niego psychopatów. Być może rozszyfrujesz, co było motywem tak wielu zbrodni Kampatimara szukasz więcej informacji i ciekawostek historycznych, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły o znanych zabójcach. Kampatimar Shankariya – dlaczego został powieszony? Zobacz, jak rozpoznać psychopatę „Nikt nie powinien stać się taki, jak ja.” Mieszkańcy Indii są niezwykle dumni ze swoich inżynierów, naukowców, lekarzy. Mówią o nich dużo, głośno i wszędzie. Często zapominają jednak o postaciach, które swoje sukcesy liczyli nie w stosach wydanych prac naukowych, a w ilości… zamordowanych ofiar. Niemal zupełnie zniknęła z Internetu historia seryjnego mordercy, który był prawdopodobnie najbardziej krwawym zabójcą w Indiach. Shankariya urodził się w 1952 roku w Jaipur, stolicy indyjskiego stanu Radżastan. Aresztowano go zaś w 1979 roku, czyli wówczas, gdy mężczyzna miał zaledwie 27 lat. Przez liczne morderstwa, których się dopuścił, Shankariya został skazany na śmierć. Młody mężczyzna został powieszony w Jaipur dnia 16 maja 1979 roku. Przed egzekucją przyznał się jednak do tego, że jest mu przykro. Wyraził głęboki żal za swoje czyny dodając, że mordował bezpodstawnie. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nikt nie powinien stać się taki, jak ja”. W Internecie nie ma zbyt wielu informacji na temat Kampatimara Shankariyi i jego życia. Wiadomo jednak, że mordował wyłącznie dla przyjemności. Swoje ofiary zabijał uderzając je młotkiem – z reguły nieco poniżej linii uszu. Właśnie stąd wziął się zresztą przydomek „Kampatimar”, oznaczający z języka hindi dosłownie „tego, który uderza pod ucho”. W latach 1977-1978 Kampatimar Shankariya odebrał życie co najmniej 70 osobom w Radżastanie, Pendżabie i Haryanie. Według niewielu dostępnych źródeł, Shankariya przesiadywał wieczorami w ciemnym ulicach miast, owinięty kocem. Następnie zaskakiwał swoje ofiary, zabijał młotkiem i czerpał ogromną przyjemność z każdego morderstwa. Niestety, wiele tego typu historii rozpłynęło się w Indiach bez echa. Całe szczęście, natrafić można w Internecie na kilka zdań o bezwzględnym mordercy. Dzięki temu wiadomo, że Kampatimar Shankariya istniał naprawdę. Czy psychopatę można łatwo rozpoznać? Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, że otaczają nas osoby niezrównoważone psychicznie. Właśnie taką osobą był np. Luis Garavito albo Pedro Lopez. Ciężko jest rozpoznać osobowość psychopatyczną, bo psychopaci często wyglądają zupełnie jak normalni ludzie. Z całą pewnością tak samo musiało być w przypadku Kampatimara Shankariyi. Przyglądając się portretom innych słynnych morderców i psychopatów wywnioskować można, że część z nich była bardziej czarująca i towarzyska, niż inni ludzie. Czy właśnie taki mógł być Kampatimar? Spójrzmy chociażby na Belle Gunness. Zabójczyni oczarowała swoich sąsiadów i była dla nich tak miła, że nikt nie brał jej za poszukiwaną od miesięcy seryjną morderczynię. Za murami jej posesji dochodziło więc do „legalnych”, krwawych mordów, o które nikt Gunness nie podejrzewał. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Kampatimara Shankariya na chwilę przed powieszeniem wyraził skruchę mówiąc, że zabijał bezpodstawnie. Dawniej uważano, że psychopaci są zamknięci na jakiekolwiek uczucia. Dziś odchodzi się od tej tezy. Morderców może bowiem obchodzić to, co czują albo myślą ich ofiary w momencie zabójstwa. Jednak, w przeciwieństwie do ludzi zdrowych psychicznie, nie poddają się tym uczuciom. Zdają sobie sprawę z tego, że mordując zadają komuś ból. Jednak nie czują w związku z tym większych wyrzutów sumienia. Po prostu mają tego świadomość. Nic więcej. Brak empatii to jedna z najważniejszych cech, po której można rozpoznać psychopatę. Poza tym, psychopaci najczęściej są również impulsywni i nieodpowiedzialni oraz mają dużą skłonność (i zdolność) do manipulowania drugim człowiekiem. Nadmiernie też fantazjują i udają zupełnie kogo innego, skrywając się pod maską bardzo poważnych zaburzeń psychicznych. Czy właśnie taki mógł być Kampatimar Shankariya? Czy morderca z Indii był psychopatą? Jeśli szukasz więcej podobnych ciekawostek, sprawdź także ten artykuł na temat seryjnego mordercy Zodiaka. Kampatimara Shankariya jako przykład seryjnego mordercy z XX wieku W jaki sposób dzielą się seryjni mordercy? Gdy Kampatimara Shankariya zaczął mordować, określenie „seryjny morderca” jeszcze nie funkcjonowało. Pierwszy raz agenci FBI użyli go dopiero w latach 70-tych XX wieku – właśnie w tych latach wzrosła bowiem liczba morderstw popełnianych w USA. Jak można jednak zauważyć na przykładzie Kampatimara Shankariyi, seryjni mordercy istnieli już o wiele wcześniej. W historii było też wielu innych, można by rzec kultowych seryjnych zabójców (jak Elżbieta Batory z XVI wieku czy Sawney Bean z początku XV stulecia). Seryjnych morderców, którym bez wątpienia był również Shankariya, podzielić można ze względu na: Stopień zorganizowania – seryjni mordercy mogą być zorganizowani lub nie. Niezorganizowany morderca działa impulsywnie. Zorganizowany planuje każde zabójstwo, a także powtarza pewien schemat działań, precyzyjnie wykonując swój plan. Kampatimar Shankariya z całą pewnością należał do zorganizowanych morderców, zabijając ofiary zawsze przy użyciu tego samego narzędzia, młotka. Obszar działania – seryjni zabójcy zazwyczaj działają albo lokalnie (np. w jednym mieście lub na wybranym obszarze geograficznym), albo w konkretnym miejscu (np. w swoim domu), albo w podróży (na szeroką skalę). Kampatimar Shankariya działał lokalnie, skupiając się na Radżastanie, Pendżabie i Haryanie. Motyw zbrodni – te zazwyczaj są bardzo od siebie odbiegające. Mordercy mogą zabijać np. ze względu na rasę, płeć czy wiek. Czasem chcą poprzez mordowanie udowodnić sobie, że są „panami życia i śmierci”. Innym razem pragną w ten sposób zaspokoić swoje żądze seksualne, przeżyć nowe doświadczenie, wynagrodzić się za coś lub kogoś ukarać. W przypadku Kampatimara Shankariyi ciężko jest określić konkretny motyw zbrodni. Indyjski zabójca odbierał ludziom życie ponoć tylko dlatego, że sprawiało mu to… przyjemność. Dlaczego tak naprawdę Kampatimar Shankariya zabijał? W Internecie nie ma wielu wzmianek na temat motywów zbrodni Kampatimara Shankariyi. Czy jest więc wytłumaczenie na to, dlaczego indyjski psychopata zabijał dla własnej satysfakcji? Można jedynie snuć domysły na podstawie portretów psychologicznych innych seryjnych morderców, o których wiadomo znacznie więcej. Zabójcy decydują się na tak przerażający czyn jak morderstwo, ponieważ nie są zadowoleni z życia, mają zaburzone poczucie własnego bezpieczeństwa, nie mogą realizować swoich potrzeb albo nie akceptują rzeczywistości wokół. To wszystko niestety sprzyja rozwijaniu się u nich agresywnych zachowań, które czasami zamieniają się w najgorszą z możliwych form agresji – zabicie człowieka. Seryjni zabójcy, niezależnie od skali morderstw, w większości postrzegają swoje otoczenie za zagrażające ich poczuciu bezpieczeństwa. Uważają, że ludzie pozbawiają ich wszelakiej kontroli, mocy albo wpływu. Poprzez zabijanie starają się więc, pokazać, że mogą być ponad to. Mordercy często są też niestabilni i niedojrzali emocjonalnie, nie mają wykształconych mechanizmów samokontroli oraz nie są uspołecznieni. Z reguły są też niepewni siebie i mają bardzo niską samoocenę, którą „zatuszować” starają się poprzez zabijanie ludzi. Wszystko to może doprowadzić do podjęcia przez psychopatę decyzji nie tylko o morderstwie, ale nawet o wyborze ulubionego… narzędzia zbrodni. W przypadku Kampatimara Shankariyi, był to akurat młotek. Dlaczego zdecydował się zabijać ludzi takim narzędziem? Co było głównym motywem licznych zbrodni Kampatimara? Niestety, zbyt mało jest informacji, które wskazałyby jednoznaczne odpowiedzi. Można jednak przypuszczać, iż Kampatimara Shankariya był naprawdę… nieszczęśliwym człowiekiem. Autor: Paulina Zambrzycka Bibliografia: Stephen J. Giannangelo, Jarosław Groth (tłum.): Psychopatologia seryjnego morderstwa, Wydawnictwo Jeżeli P to Q, Poznań 2007 Anna Poppek: Seryjni mordercy. Prawdziwe historie XX wieku, Wydawnictwo G+J Książki, Warszawa 2013 Jerzy Konieczny, Maciej Szostak: Profilowanie kryminalne, Wydawnictwo Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2011 A. Czerwiński, K. Gradoń: Seryjni mordercy, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2001 Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 95,2% czytelników artykuł okazał się być pomocny
Przed rozpoczęciem… Skąd pochodzi słowo „sadyzm”? Sadyzm: definicja pojęcia Termin sadyzm (jako synonim dla okrucieństwo) powstała w przypadku Donatien Alphonse François, lepiej znanego jako the „Markiz de Sade”, paryżanin urodzony w 1740 roku. Markiz de Sade został uwięziony za swoje skandaliczne życie, pełne incydentów z prostytutkami, w których zgłoszono wiele aktów przemocy i sodomii. Po wielu więzieniach i kolejnych zwolnieniach wreszcie został przeniesiony do słynnego więzienia w Bastylii. Wewnętrznie i z niewielkimi szansami na uwolnienie napisał wszystkie swoje kontrowersyjne prace. W końcu markizowi de Sade udało się uciec z więzienia z powodu rewolucji, ale ostatnie lata życia spędził w szpitalu psychiatrycznym w Charenton. Wśród jego najsłynniejszych dzieł znajdują się „120 dni Sodomy” (1784), „Justine” (1791), „Filozofia w toaletce” (1795) i „Juliette” (1797), pisma, które przez wiele lat były cenzurowane ze względu na wysoką i jednoznaczną zawartość skrajnej przemocy i naruszenia. Tutaj zostawiamy link do filmograficznej adaptacji jednego z nich. Tak więc sprawa markiza de Sade był jednym z najbardziej paradygmatycznych w badaniu sadyzmu i psychologia seryjnych mordercówi pożyteczne było ustalenie podstaw tego, co w przyszłości będziemy znali jako Psychologia kryminalna. Sadystyczny profil seryjnego mordercy Jeśli chodzi o różne profile psychologiczne seryjnego mordercy, możemy znaleźć wszelkiego rodzaju osobowości i powody, dla których popełniają swoje zbrodnie. Są tacy seryjni mordercy, którzy popełniają przestępstwa z chęci poczucia władzy, inni, którzy postrzegają siebie jako swego rodzaju „strażnika”. W innych przypadkach przyczyny psychologiczne mogą być spowodowane poważnymi zaburzeniami psychicznymi, takimi jak: schizofrenia, wybuchy psychotyczne, epizody maniakalne... ale najczęściej znajdujemy tych, którzy popełniają te zbrodnie dla samej przyjemności patrzenia na cierpienie ich ofiary, to znaczy sadyści. Osoby, które cieszą się bólem innych sadystyczny seryjny morderca jest tym, który odczuwa podniecenie seksualne, które zadaje ból drugiej osobie. Może to być ból fizyczny: obserwowanie jego krwi, bicie, torturowanie, obserwowanie jego agonii; lub psychologiczne: czyli upokarzanie ofiary, obniżanie jej samooceny do zera, czucie się jak jego pan itp. Gwałt jest uważany za formę sadyzmu seksualnego, chociaż akt seksualny zwykle nie jest główna satysfakcja sadystycznych seryjnych morderców i, w większości przypadków, ten rodzaj agresji nie jest zgłaszany seksualny. Sadyzm seksualny w DSM IV Chociaż nie jest to bardzo ogólne sadystyczne zachowanie, Warto poznać kilka ważnych aspektów związanych z sadyzmem seksualnym. Ten wzorzec sadystycznych zachowań jest zawarty pod nazwą „Sadyzm seksualny” w DSM IV ( w części poświęconej parafilie, zdefiniowane jako: „Przez co najmniej 6 miesięcy nawracające i bardzo podniecające fantazje seksualne, impulsy lub zachowania seksualne, które obejmować akty (prawdziwe, nie symulowane), w których psychiczne lub fizyczne cierpienie (w tym upokorzenie) ofiary wzbudza seksualnie indywidualny". Kilka istotnych przypadków sadystycznych seryjnych morderców Gilles de Rais Gilles de Rais był francuskim marszałkiem, który brał udział w wojnie stuletniej obok Joanna d'Arc. Mówi się, że Gilles de Rais był w niej głęboko zakochany, a kiedy jego ukochana Juana została schwytana i spalona na stosie, był głęboko zły na boga i rozpaczliwie twierdził, że nigdy więcej nie będzie wierny chrześcijańskim nakazom moralnym. Od tego czasu zamknął się w swoim zamku i zaczął porywać dzieci, którym dokonywał najgorszych okrucieństw. Torturował, gwałcił i mordował, a następnie kontynuować popełnianie czynów nekrofilia z ich martwymi ciałami. W książce „Marszałek ciemności” znajdujemy cytaty z samego Gillesa de Rais z procesu, który przeprowadzili, kiedy został skazany za te straszne czyny. Cytujemy: ‹› Wyznaję, że tych chłopców i dziewczynki zabijałem na różne sposoby i stosując różne metody tortur: niektórym oddzielono głowy od ciał za pomocą sztyletów i noży; z innymi używałem kijów i innych narzędzi do bicia, zadając im gwałtowne ciosy w głowę; Innych wiązałem linami i sznurami i wieszałem ich na drzwiach i belkach, aż utonęli. Wyznaję, że odczuwałem przyjemność w ranieniu ich i zabijaniu ich w ten sposób. Lubił niszczyć niewinność i bezcześcić dziewictwo. Bardzo lubił dusić małe dzieci, nawet gdy te dzieci odkryły pierwsze przyjemności i bóle swojego niewinnego ciała. [...] Lubiłem patrzeć na krążenie krwi, sprawiało mi to ogromną przyjemność. Kontemplowałem tych, którzy posiadali piękne głowy i proporcjonalne kończyny, a potem otwierali swoje ciała i cieszyli się widokiem ich narządy wewnętrzne i bardzo często, gdy chłopcy już umierali, siadałem im na brzuchu i cieszyłem się widząc ich agonia… Jestem jedną z tych osób, dla których wszystko, co związane ze śmiercią i cierpieniem, ma słodki i tajemniczy pociąg, straszliwą siłę, która ciągnie w dół. (…) Gdybym mógł to opisać lub wyrazić, prawdopodobnie nigdy bym nie zgrzeszył. Zrobiłem to, o czym marzą inni mężczyźni. Jestem twoim koszmarem. ›› Elżbieta Batory, Krwawa Hrabina Należąca do jednej z najpotężniejszych rodzin na Węgrzech w swoim czasie, Elżbieta jest właścicielem Rekord Guinnessa Co kobieta, która popełniła najwięcej morderstw w historii ludzkości”, z około 650 torturami i śmiercią, wszystkie to młode dziewczyny w wieku od 9 do 26 lat. Oprócz sadystycznej i seksualnej perwersji hrabina Elżbieta Batory miała szczególny pociąg do krwi i nie tylko zadowalała się jej piciem (jak to jest w zwyczaju w tzw. zabójcy wampirów), ale zamiast tego kąpał się w nim, aby zapobiec starzeniu się skóry przez lata. Postać Elżbiety Batory jest znana na całym świecie, zwłaszcza dzięki różnym opowieściom o niej historii i za bycie jedną z głównych postaci w horrorach, na przykład w grze planszowej „Atmosfera”. Kultura popularna nadała Batorii znaczącą rolę jako najbardziej krwiożerczej i bezwzględnej kobiety w historii. Nakręcono również filmy o tej kobiecie, takie jak Hrabina (2009) i Batory, hrabina Krwi (2008). Andrei Chikatilo, rzeźnik z Rostowa Ta sprawa dotyczy bohatera makabrycznej fotografii na początku tego artykułu. Andriej Czikatyło, urodzony na Ukrainie w 1936 roku, Odkąd był nastolatkiem miał problemy z impotencją seksualną, którą przezwyciężył tylko w skrajnie patologiczny sposób, o czym przekonał się mając swoją pierwszą silną erekcję w momencie, gdy skaleczył nożem nagą dziewczynę (która zamierzała znęcać się) czując wielkie podniecenie obserwując krew. Andrei zamordował 53 kobiety w latach 1982-1990, większość z nich to nieletni. Jego zbrodnie zostały popełnione z nieludzkim okrucieństwem: amputował im sutki i oderwał macicę, a następnie ją zjadł. Te słowa wypowiedział sam Andriej: „W perwersyjnych aktach seksualnych doznałem pewnego rodzaju wściekłości, poczucia rozpusty. Zwłaszcza po obejrzeniu wszelkiego rodzaju filmów erotycznych. To, co zrobiłem, zrobiłem po obejrzeniu filmów o perwersyjnych aktach seksualnych, okrucieństwach i okropnościach ”. Psychiatrzy z Instytutu Serbskiego twierdzili, że Chikatilo był rozważnym sadystą, który nie cierpiał żadnego nieporządku, który mógłby odwrócić niemoralność jego czynów, ponieważ jego czyny były dokonany z premedytacją. Z tego powodu został skazany na śmierć. Na tym samym procesie, chroniony w metalowej kabinie, by chronić go przed rozwścieczonym tłumem, zdjął ubranie i potrząsnął penisem, krzycząc: „Patrz, jakie to bezużyteczne. Jak myślisz, co miałem z tym zrobić? Film „Obywatel X” opowiada o śledztwie w sprawie morderstwa Andrieja Czikatilo. Wysoce polecany. Z drugiej strony powstał o nim film dokumentalny, podajemy tutaj link: Ted Bundy urodzony w 1946 roku, zgwałcił i zamordował dziesiątki kobiet w latach 1974-1978 w Stanach Zjednoczonych. Bundy wykorzystał życzliwość swoich ofiar, aby popełnić swoje zbrodnie. On krążył po uniwersytetach udając ciężko rannych, z kulami lub podobnym trikiem. Udawał, że upuszcza książki, żeby dziewczyny je podniosły i odprowadziły go do samochodu. Ted Bundy wydawał się zbyt słodki i bezradny, by być niebezpiecznym lub zagrażać dziewczynom, które przyszły mu pomóc. Gdy uczniowie zbliżyli się do samochodu, Bundy uderzył ich łomem i rozpoczął swój makabryczny plan. Oprócz tortury, okaleczenia i gwałty, praktykowana nekrofilia. Wracał wielokrotnie do lasów Seattle, gdzie chował zwłoki, wiele razy zabierając ich fragmenty do domu. W sumie przyznał się do trzydziestu morderstw, choć dokładna liczba jest nieznana, prawdopodobnie znacznie wyższa. Bundy powiedział: „Stało się to etapami, krok po kroku, moje doświadczenie z pornografią w ogóle, ale z pornografią, która przedstawia wysoki poziom przemocy seksualnej, kiedy już uzależniony od tego — a ja postrzegam to jako rodzaj uzależnienia, tak jak inne rodzaje uzależnienia — zaczynasz szukać wszelkiego rodzaju materiałów z rzeczami potężniejszymi, bardziej wyraźnymi, bardziej grafika. Dopóki nie dojdziesz do punktu, w którym pornografia zajdzie tak daleko, że zaczniesz się zastanawiać, jak by to było naprawdę to zrobić [...] Spotkałem ludzi, którzy promieniują wrażliwością... Ich wyraz twarzy mówi: boję się ciebie. Te osoby zapraszają do nadużycia... Spodziewając się, że zostaniesz zraniony, czy subtelnie do tego zachęcasz? [...] Jestem najbardziej zimnokrwistym draniem jakiego kiedykolwiek spotkałeś. Seryjni mordercy to ich dzieci, ich mężowie… a my jesteśmy wszędzie”
ostatnie słowa seryjnych morderców